Zaczynamy od tematów gospodarczych i ekonomicznych - na waluty.onet.pl czytamy - Rada Dyrektorów Banku Światowego zatwierdziła pożyczkę programową dla Polski na cele polityki rozwoju w kwocie 1 miliarda euro. Jest to trzecia z kolei pożyczka na cele polityki rozwoju w ramach serii trzech operacji kredytowych, podał Bank Światowy. “Program trzech operacji kredytowych na łączną kwotę około 3 miliardów euro ma wesprzeć Rząd Polski w łagodzeniu skutków światowego kryzysu, odczuwanych przez gospodarstwa domowe, pracowników i firmy, a także przyczynić się do szybszej konwergencji poziomu życia w Polsce do standardów Unii Europejskiej” - powiedział cytowany w komunikacie Peter Harrold, dyrektor Banku Światowego na Europę Środkową i kraje bałtyckie.

Hmm super fajnie większość pomyśli. Co się natomiast wyrabia z takimi kwotami w naszym kraju? Możemy przeczytać na salon24.pl oraz przy okazji zobaczyć jak rośnie nasz dług publiczny, gdzie widać iż w kolejnych latach, kolejne partie i rządy nie potrafiły poradzić sobie z tym zjawiskiem obciążając nasze kolejne pokolenia. Czy będziemy długo czekać, aż gospodarka się załamie jak w Grecji? Wszystko wydaje się być planem wielkiego domina - na rzeczpospolitej czytamy - Rośnie dług Polaków - Na koniec roku każdy z nas będzie obciążony kwotą ponad 19 tys. zł. Zdaniem ekonomistów w 2011 roku sytuacja się nie poprawi. Wręcz przeciwnie – zadłużenie jeszcze wzrośnie. – Jeśli rząd nie zacznie oszczędzać, w ciągu 10 – 15 lat osiągniemy poziom, jaki dziś ma Hiszpania czy Grecja – mówi Maciej Zieliński z Centrum im. Adama Smitha. Całość tutaj. Okazuje się jednak, że do klęski może dojść o wiele szybciej, jeśli temat zostanie przeanalizowany pod kątem przyczyn a nie skutków, o czym możemy przeczytać na newworldorder.com.pl - Polskie Finanse w rękach Greckiego RZEŹNIKA - Minister finansów przeprowadził pod koniec 2009 r. ogromną  operację swapową. Operacja polskiego MF polegała na okresowej zamianie posiadanych walut na złote. FX-Swap to transakcja oparta na umowie, że w przyszłości fiskus wymieni się z kontrahentem walutą po z góry ustalonym kursie, czyli polegająca na zastawieniu walut posiadanych przez budżet państwa – coś na kształt opcji walutowych. Pomocy  przy tym udzieliły komercyjne banki zagraniczne. Operacja mogła kosztować  polski MF około 3 mld EURO. To znacząca kwota i ciekawe, że została rozdysponowywana na koniec roku. Czytaj całość. Czy to koniec? Jak widać nie - Polska ma 20 mld dolarów do wzięcia - Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFI) ogłosił w piątek, że Polska może już korzystać z elastycznej linii kredytowej na 20,43 mld dolarów. Najwyższa instancja decyzyjna Funduszu, Rada Administracyjna, odpowiedziała w piątek pozytywnie na wniosek Warszawy o uzyskanie dostępu do elastycznej linii kredytowej - podał MFW w swym komunikacie. Komunikat dodaje, że kraj, który uzyskał dostęp do tej linii kredytowanej, nie musi wykorzystywać przyznanej kwoty. Czytaj całość na biznes.interia.pl

Reasumując - patrząc szeroko w niedaleką przyszłość, może się to kiepsko tak samo skończyć jak u naszych południowych słonecznych sąsiadów. Tylko w naszym kraju brakuje wysp, które później można odsprzedać Japonii, rzekomo ratując ekonomie kraju.

Czego możemy się nauczyć od Arabów? - Jak to możliwe, że system finansów islamskich z powodzeniem i bez kryzysu rozwija się równolegle do świeckiego systemu finansowego, w którym napęczniały bańki spekulacyjne, a pieniądz stał się bardziej związany z wirtualnym światem niż realnym PKB? Sformułowanie “finanse arabskie” to pewien skrót myślowy, budzący emocje podobne do tych, jakie wywoływały niegdyś egzotyczne detale przywoływane w felietonach Ryszarda Kapuścińskiego. Błędem jest jednak kojarzenie tego typu transakcji finansowych, zgodnych z Koranem, tylko ze światem arabskim. Chociaż wypada stwierdzić, że pierwszy bank islamski powstał właśnie w tym regionie, a dokładniej w Dubaju, w 1975 r. Czytaj całość na biznes.interia.pl

Kilka słów z książki Henryka Niewiadomskiego (ps. Dziad) pt.”Świat według Dziada – Pseudonim “DZIAD”" na temat prawdziwej polskiej mafii przeczytacie tutaj, a jeśli dalej o elitach to warto również przeczytać Magiel i rozmowę z Rafałem Ziemkiewiczem.

Teraz trochę Sci-fi, ale czy na pewno? Chemtrails nad Wrocławiem - Smugi chemiczne (chemtrails) często możemy zobaczyć nad naszym miastem w słoneczne dni. Nielegalnie rozpylane z samolotów, rozszerzają się godzinami tworząc niezapowiedziane mleczno-szare zachmurzenie. Pełny skład aerozoli ani ich działanie nie są podawane do publicznej wiadomości. Są elementem programów modyfikacji pogody (SAG - stratospheric aerosol geoengineering), do wyszukania po słowach kluczowych Cloverleaf Project czy Hughes Welsbach. Nie są to zwykłe krótkie smugi kondensacyjne tworzące się z zamarzającej wody na wysokości powyżej 8 km i szybko zanikające. Samoloty pasażerskie lub częściej nieoznakowane militarne typu KC-10/KC-135 operując na średnim pułapie poza korytarzami pasażerskimi, pokrywają dany obszar smugami, czasami przerywanymi lub po nawrotach tworzącymi regularną kratę. Działania takie od kilkunastu lat częste są nad obszarami zamieszkanymi wielu krajów, na naszym niebie zaczęły się po akcesji do NATO, należy mieć również na uwadze, że Polska w 2002 r. dołączyła do traktatu o uwspólnieniu przestrzeni powietrznej. Instalacja zraszaczy może być w skrzydłach, częściej aerozole wydostają się wraz ze spalinami, choć w paliwie lotniczym oficjalnie nie występują najczęstsze składniki chemtrails: nano-aluminium i tlenki siarki. Czytaj całość na miastowrocław.pl - polecam czytać komentarze do wszystkich notek. Czy to kolejny spisek czy zwykła fantazja? Proponuje zapoznać się raportem Tellera na zatruteniebo.wordpress.com, sam blog dodać sobie natomiast do swoich ulubionych.

Mało tego! Okazuje się, że samolot nie musi pryskać by zmieniać pogodę! Amerykańscy meteorolodzy z National Center for Atmospheric Research twierdzą, że wystarczy, by samoloty kilkakrotnie przeleciały tą samą “ścieżką” przez chmurę, by wywołać opady deszczu lub śniegu. Czytaj całość na sfora.pl

Skoro już patrzycie w niebo po przeczytaniu tych artykułów, być może przy okazji zobaczycie coś takiego u siebie, co ludzie widzieli rok temu w Santa Monica:


Jak to można skomentować? Polecam ponownie świetną Pracownie, oraz wyrywek z najnowszego wpisu Izy - “Ponownie zebraliśmy zawrotną ilość doniesień o obserwacjach UFO i zauważyliśmy parę ciekawych artykułów na ten temat w mainstreamowej prasie. Stephen Hawking, autorytet w świecie naukowym, trafił w sedno ostrzegając, że podczas gdy obfitość dowodów czyni domniemanie istnienia inteligentnego życia poza naszą planetą „całkowicie racjonalnym”, to już wiara, że istoty pozaziemskie są gotowe zalać nas światłem i miłością, jest niebezpiecznie arogancka. Jednak albo Hawkingowi brakuje krytycznego rozumienia hiperwymiarowej natury wszechświata, albo strategicznie unika on ujawnienia się ze świadomością tego faktu. Powiedział: „Jeśli obcy nas odwiedzą, rezultat będzie podobny do skutków pojawienia się Kolumba w Ameryce, które okazały się fatalne dla rdzennych Amerykanów”.  Ostrzeżenie Hawkinga pasuje do wzmożonego trendu ujawniania zjawiska UFO. Co ciekawe, tego samego dnia, kiedy opublikowany został jego punkt widzenia, były kanadyjski minister obrony, Paul Heller, podczas swojego wystąpienia na konferencji egzopolitcznej próbował udowodnić błędność stwierdzenia Hawkinga, że „obcy” mogliby „próbować podbić i skolonizować” nasz świat: “(Hawking) pozwala sobie na dość przerażające wypowiedzi, czego wolałbym nie słyszeć od kogoś o tak ugruntowanej pozycji. […] prawda jest taka, że oni (obcy) odwiedzali Ziemię od dziesięcioleci, a może i tysiącleci, i bardzo dużo wnieśli do naszej wiedzy”. Hellyer uważa, że powinniśmy być wdzięczni pozaziemskim bogom – specom od zaawansowanej technologii – za to, że obdarowali nas monitorami i mikroprocesorami oraz innymi informatycznymi cacuszkami, które pozyskaliśmy przy pomocy inżynierii wstecznej ze statków kosmicznych z odzysku. Brytyjski „Telegraph” opublikował w tym miesiącu kolejny dający do myślenia artykuł. Przedstawiono w nim wyniki międzynarodowego badania, w którym przepytano 23000 dorosłych osób z 22 krajów. Okazało się, że ponad 40% obywateli Indii i Chin wierzy, że obcy żyją obecnie pośród nas, udając ludzi. Europejscy respondenci byli bardziej sceptyczni. Nic w tym dziwnego, skoro pozostają całkowicie nieświadomi faktu, że żyje wśród nich pewna obca rasa istot udających ludzi. W końcu, po co nam kosmici, skoro mamy międzygatunkową rasę psychopatów, kolonizujących nasz świat i zmieniających jego gospodarzy w niewolników? Zapraszam do całego wpisu

Na koniec - Kosmici podbiją Ziemię? na interia.pl oraz na ufuzone - Koniec z tajnością UFO: apeluje członek Parlamentu Europejskiego.

Opublikowane jako: Filmy , Gospodarka , Nauka
Tagi: , , , , , , , | admin | lipiec 4, 2010 Komentarze (1)

Może niepotrzebnie ogłosił, że poda koordynaty wszystkich stu trzydziestu kilku podziemnych baz znajdujących się na terenie USA? Ale i tak już wcześniej próbowano go uciszyć aż 13 razy. Trudno powiedzieć, czy to by wiele zmieniło, gdyby zrezygnował z tego “ostrożnego planu”…

Zżymał się, że wysocy Szarzy dyktują politykę w ONZ, doradzają nam zmniejszenie populacji o trzy czwarte, a głęboko pod powierzchnią eksperymentują na ludziach, także dzieciach. To tam znika milion Amerykanów rocznie, według niejawnych statystyk FBI i CIA (w USA nie ma krajowej bazy zaginionych ludzi). Pracował przez 17 lat w tajnych projektach (ang. „black budget projects”), był inżynierem - geologiem, współwynalazcą obecnie półjawnej (stosowanej w przemyśle) superszybkiej metody drążenia tuneli przy użyciu kombinacji laser-maser, a przede wszystkim był specjalistą od materiałów wybuchowych, zajmował się wysadzaniem skał, całych poziomów na podziemne piętra - specjalną techniką.

Pracował przy budowie 13 podziemnych baz, które - oficjalnie - po dziś dzień nie istnieją. Choć filmy o nich można obejrzeć czasem w osiedlowych kablówkach. Stracił trzy palce u dłoni postrzelony pod ziemią przez Szarego, potem przez ponad 400 dni przebywał w izolatce dla napromieniowanych - promień otworzył go “jak puszkę od konserwy”, spalił płuco, odspawał paznokcie u rąk i nóg itp. - ale na dwóch innych kosmitów zdążył spożytkować magazynek Waltera PPK. Na wszelki wypadek zawsze zabierał go ze sobą, gdy go spuszczali w dół tunelu, by obejrzał skały po eksplozji. Kiedy na spotkaniu w jakiejś drugiej i bardziej prawdziwej siedzibie ONZ (gdzieś pod wodą) doznał olśnienia, że zamiast pomagać światu, tak naprawdę pracuje dla Szarych (w rozbitych spodkach których nierzadko znajdowano ludzkie kończyny), postanowił wypisać się z tej roboty - choć już tylko parę lat zostawało mu do emerytury w wysokości miliona dolarów rocznie (w podziemnych bazach płace są czterokrotnie wyższe, z tym, że jeśli rezygnujesz, to idziesz do więzienia).

Nie pozwolono mu odejść, ale nie wrócił z pogrzebu swojego ojca, Oscara Schneidera - niemieckiego inżyniera, geniusza (w wieku 14 lat uzyskał tytuł określany przez syna po angielsku jako „master machinist”), konstruktora łodzi podwodnych i kapitana U-boota z ponad setką zatopień, który pojmany do niewoli przez Francuzów w 1941 r, przeszedł na stronę aliantów i w Niemczech wyznaczono milion marek nagrody dla tego, kto go zabije. Pracował potem przez wiele lat dla Amerykanów, nie tylko w Pentagonie, opiekował się m.in. marynarzami z eksperymentu Filadelfia; to on też zachęcił syna do poszukania pracy w “tych tajnych projektach, są bardzo ciekawe”.

Phil Schneider potwierdzał zawarcie przez administrację Eisenhowera w roku 1954 paktu z Szarymi znanego jako Greada Treaty, według niego rząd USA wie o obcych od 1909 r., kiedy w jaskiniach stanu Nowy Meksyk natknęła się na nich kawaleria ścigająca bandytów - żołnierze uciekli stamtąd galopem, a istoty opisywali jako “szare demony”; władze Wlk. Brytanii i Francji zaczęły badać temat w latach 20. Amerykanie zestrzeliwują 9 spodków miesięcznie, Rosjanie 50 i wyrzucają je na pustynię przy granicy z Mongolią, gdzie leżą ich stosy na powierzchni kilku boisk futbolowych (w USA funkcjonują lotne oddziały, które zabezpieczają wraki lub zakopują talerze na miejscu, kiedy mają np. 80 metrów średnicy).

Cały felieton na ukrytesprawy.org

Opublikowane jako: Technologie , Ziemia
Tagi: , , , , , | admin | kwiecień 8, 2009 Komentarze (0)

Tybetańska dżungla - miejscowość Lhasie - Chińczycy odkryli sanskryckie manuskrypty, w których znajdują się instrukcje budowy statków międzygwiazdowych o napędzie antygrawitacyjnym, a Ramajana zawiera m.in. szczegółowy opis podróży na Księżyc w wimanie i walki, do jakiej tam doszło z pojazdem powietrznym Aświnów (Atlantydów).

Starożytne pisma Indii obfitują w opisy latających pojazdów, tzw. wiman. Czy te opisy są tylko fantastycznymi legendami? Wiele wskazuje, że tak nie jest i że dawne cywilizacje dysponowały technikami nawet przewyższającymi współczene wspaniałe osiągnięcia. Wydaje się też, że nasi ufolodzy powinni zwrócić większą uwagę na możliwość, iż przynajmniej niektóre z współcześnie obserwowanych NOL-i mogą pochodzić nie tyle od obcych cywilizacji, co od naszych dalekich przodków.

Jeśli latające maszyny przeszłości były rzeczywistością, to wypada ze smutkiem stwierdzić, że niestety, jak działo się z większością wynalazków na przestrzeni wieków, także wimany użyto ostatecznie do celów militarnych.

Najbardziej bodaj znanym latającym pojazdem opiewanym w hinduskich mitach jest Puszpaka, napowietrzny rydwan boga dostatku Kubery, który dostał się w ręce niegodziwego Rawany. W nim to Rawana uprowadził małżonkę awatara (zstąpienia Boga) Ramy, przez co doprowadził do katastrofy całe swoje demoniczne plemię rakszasów z Lanki. Losy Ramy i zagłada rakszasów stanowią przewodni nurt słynnego eposu Ramajana, gdzie wimana została przedstawiona jako latający cylinder o dwóch pokładach z iluminatorami i kopułą. Poruszała się z prędkością wiatru wydając melodyjny odgłos. Oto fragment z tej epopeji: Pojazd Puszpaka, przypominający Słońce i należący do mojego brata, został sprowadzony przez potężnego Rawanę; ten doskonały powietrzny pojazd mogący wszędzie polecieć na życzenie … ten pojazd podobny do jasnej chmury na niebie … I wtedy król [Rama do niego] wsiadł, a doskonały pojazd na polecenie Raghiry wzniósł się wysoko w niebo.

Z kolei w Mahawira of Bhawabhuti, tekście dżainistów z ósmego wieku opartym o starsze materiały źródłowe, czytamy: Napowietrzny rydwan Puszpaka wiezie wielu ludzi do stołecznej Ajodhji. Niebo jest pełne zdumiewających latających maszyn, ciemnych jak noc, lecz odróżniających się światłami o żółtawym blasku.

Wizerunki znalezione na belce stropowej w świątyni Nowego Królestwa (New Kingdom Temple) sprzed 3000 lat w Abydos, kilkaset mil na południe od Kairu. Widać na nich pojazdy przypominające współczesne latające maszyny.

Inny wielki epos starohinduski Mahabharata podaje, że asura imieniem Maja posiadał wimanę mierzącą w obwodzie 12 łokci i wyposażoną w cztery mocne koła. W innym miejscu przedstawia ona Krisznę (następnego awatara po Ramie) goniącego po niebie swego wroga Salwę. Gdy wimana Salwy, Saubha, staje się niewidzialna, Kriszna natychmiast wysyła specjalny pocisk, który dosięga celu lecąc według głosu.

Starożytne teksty dotyczące wiman są podobno tak liczne, że możnaby zapełnić kilka tomów samymi opisami tych pojazdów. Co do autentyczności tych pism nie ma wątpliwości. Niestety, większość z nich nie została nawet przetłumaczona na angielski ze starego sanskrytu.

Niedawno w tybetańskiej Lhasie Chińczycy odkryli pewne dokumenty sanskryckie, w których naukowcy natknęli się na instrukcje budowy statków międzygwiazdowych (!) o napędzie antygrawitacyjnym. Ten napęd jest oparty o system analogiczny do laghimy, nieznanej mocy ego istniejącej w psychice człowieka, na ,,sile odśrodkowej zdolnej do pokonania wszelkiego ciążenia grawitacyjnego”. Według hinduskich joginów ta właśnie laghima umożliwia ludziom lewitację.Jeśli wierzyć dokumentom, o jakich mowa, starożytni Hindusi mogliby wysyłać zastępy ludzi na dowolne planety. W tychże manuskryptach wyjawiono także m.in. tajemnice czapki niewidki i tego, jak stać się ciężkim jak góra ołowiu. Nie napisano tam wprost o zrealizowanych podróżach na inne planety, ale jest mowa o planowanej wyprawie na Księżyc. Ramajana natomiast daje szczegółowy opis podróży na Księżyc w wimanie i walki, jaka się tam odbyła ze statkiem powietrznym Aświnów (Atlantydów).

Istnieją całe podręczniki o rozmaitych typach wiman. Oto niektóre tylko tematy omawiane w starożytnych manuskryptach Indii:

  •  Tajniki budowy pojazdów powietrznych odpornych na przełamanie, na cięcie, na spalenie i których nie można   zniszczyć.
  •  Tajniki wprawiania samolotów w bezruch.
  •  Tajniki czynienia samolotów niewidzialnymi.
  •  Tajniki podsłuchu rozmów i innych dźwięków w samolotach nieprzyjaciela.
  •  Tajniki określania kierunku przylotu samolotów nieprzyjaciela.
  •  Tajniki doprowadzania załogi nieprzyjacielskich samolotów do stanu nieprzytomności.
  •  Tajniki niszczenia samolotów nieprzyjaciela.

O konstruowaniu wimany w sanskryckim tekście Samarangana SutradharaKorpus wimany musi być mocny i wytrzymały, niczym wielki ptak z lekkiego materiału. Wewnątrz należy umieścić silnik rtęciowy z żelaznym aparatem grzewczym pod spodem. Dzięki mocy uśpionej w rtęci, która wprawia napędowy wir powietrza w ruch, siedzący wewnątrz człowiek może przelatywać niebem wielkie odległości. Ruchy wimany są tego rodzaju, że może ona wznosić się pionowo i pionowo opadać, a pochylona może poruszać się do przodu i do tyłu. Dzięku tym maszynom ludzie mogą latać w powietrzu, a istoty niebiańskie mogą przybywać na ziemię. W 230 strofach tego traktatu omówiono konstukcje wiman, startowanie, lot na tysiące kilometrów, zwykłe i awaryjne lądowanie a nawet możliwe kolizje z ptakami. Są tam informacje o pilotażu, zalecane środki ostrożności przy długich lotach, ochrona statków przed burzami i piorunami i instrukcje jak przejść na napęd ,,energią słoneczną” z energii typowej (antygrawitacyjnej?).

Śastra Wajmanika (Vymaanika-Shaastra) zawiera osiem rozdziałów ze szkicami opisujących trzy typy samolotów. Wspomina też 31 podstawowych części składowych tych wehikułów oraz 16 materiałów, z których są zbudowane, a mających własności pochłaniania światła i ciepła.

Równie fantastyczne wydają się informacje z chaldejskiej pracy Sifrala, w której znajduje się ponad sto stron technicznych szczegółów budowy latających maszyn. Są tam pojęcia, które tłumaczy się jako: pręt grafitowy, miedziana cewka, krystaliczny wskaźnik, wibrująca sfera itd. Hakata (Prawo Babilończyków) stwierdza zaś: Zaprawdę wielki jest przywilej kierowania latającą maszyną. Wiedza o lataniu należy do najstarszych z naszych dziedzictw. Jest to dar od `tych z góry’. Otrzymaliśmy ją od nich w celu uratowania wielu istnień.

Wydaje się pewne, że starożytni Hindusi latali na swych maszynach po całej Azji, prawdopodobnie też do Atlantydy, a nawet do Ameryki Południowej. Może o tym świadczyć nieodczytane jeszcze pismo znalezione w starożytnym mieście Mohendżo Daro (na terenie obecnego Pakistanu), które bardzo przypomina również jeszcze nie odczytane pismo rongo-rongo z Wyspy Wielkanocnej.

Wprawdzie o Atlantydach nie ma prawie wcale świadectw historycznych, ale w oparciu o przekazy ezoteryczne można wnosić, że był to lud bardziej albo równie zaawansowany technicznie jak Hindusi, ale bardziej wojowniczy. Użyli oni swoich latających pojazdów, zwanych wajliksi, w celu podporządkowania sobie dosłownie całego świata. Według pewnego autora Atlantydzi, w hinduskiej literaturze nazywani Aświnami, rozwinęli swoje wajliksi 20 000 lat temu. Używali mechanicznych silników napędowych o mocy 80 000 koni mechanicznych.

Mahabharatha i inne teksty opisują okropną wojnę, która wybuchła jakieś 10-12 tys. lat temu między imperium Ramy i Atlantydą. Użyto w niej tak destrukcyjnej broni, że trudno było sobie to wyobrazić przed XX wiekiem. Cytat z Mahabharaty: Pojedynczy pocisk niósł całą potęgę Wszechświata. Rozpalona kolumna dymu i płomieni jasna jak tysiąc słońc wzniosła się w pełnej okazałości. Żelazny piorun, gigantyczny posłaniec śmierci, na popiół spalił całą rasę Wrisznich i Andhaków. Ciała były spalone nie do poznania. Wypadały włosy i paznokcie, naczynia pękały bez widocznej przyczyny, ptaki stawały się białe … po kilku godzinach wszystkie artykuły spożywcze stawały się skażone … chroniąc się przed tym ogniem, żołnierze rzucali się do strumieni, by obmyć siebie i swoje wyposażenie. Wygląda to na opis wojny atomowej. Podobnych doniesień jest więcej w literaturze starohinduskiej.

Kiedy w ubiegłym wieku odkopano miasto Mohendżo Daro, archeolodzy znaleźli szkielety leżące na ulicach, niektóre trzymające się za ręce, jakby mieszkańców zaskoczyła jakaś wielka katastrofa. Szkielety te zalicza się do najbardziej radioaktywnych, porównywalnie z tymi z Hiroszimy i Nagasaki. Starożytne miasta, w których kamienie i cegły zostały dosłownie stopione razem, znajdują się także m.in. na terenie Indii, Irlandii, Szkocji, Francji i Turcji. Trudno wytłumaczyć takie stopienie inaczej niż jako skutek wybuchu bomby atomowej. Ponadto na ulicach Mohendżo Daro znaleziono wiele czarnych kawałków szkła, w których później rozpoznano gliniane naczynia stopione pod wpływem wysokiego żaru.

Warto odnotować też historyczną informację o tym, że gdy ponad dwa tysiące lat temu Aleksander Wielki napadł na Indie, w pewnym momencie jego wojska zostały zaatakowane przez ,,latające ogniste tarcze”. Te ,,latające talerze” nie użyły jednak żadnej groźnej broni i Aleksander mógł kontynuować podbój Indii.

Wraz z katastroficznym zatonięciem Atlantydy i zmieceniem imperium Ramy, być może za pomocą broni atomowej, świat pogrążył się w coś w rodzaju epoki kamiennej, a współczesna historia zaczęła się dopiero kilka tysięcy lat po tamtych wydarzeniach. Jednakże, jak się wydaje, nie wszystkie wimany i wajliksi Ramy i Atlantydy przepadły. Były przecież budowane, aby przetrwać tysiące lat, o czym świadczą manuskrypty Lhasy i księgi Dziewięciu nieznanych autorów króla Aśoki.

Wielu autorów sugeruje, że istnieją tajne organizacje, Braterstwa, które posiadają pewną liczbę tych starodawnych latających maszyn w ukryciu na obszarach Tybetu albo gdzie indziej w środkowej Azji, gdzie współcześnie obserwuje się wzmożoną aktywność UFO.

Czytelników szanujących Sathya Sai Babę, uważanego przez wielbicieli za kolejnego awatara po Krisznie, zapewne zainteresuje jego wypowiedź z 1976 r. podczas letniej szkoły w Ooty zdająca się potwierdzać to, cośmy tu napisali o latających maszynach starożytności. Oto jej dosłowne tłumaczenie: Zadajemy sobie pytanie, czy ląd, który dziś nazywamy Lanką, jest tym samym, który istniał w treta judze, w epoce króla Ramy, i którym rządził Rawana? Nie, tak nie jest. W tamtych czasach Lanka znajdowała się setki mil od południowego przylądka Indii — na równiku. Z upływem czasu, w okresie przejścia z treta jugi do kali jugi, ta szczególna wyspa przesunęła się z równika o setki mil w kierunku północy. Oglądając dziś tę wyspę, którą nazywamy Lanką, stwierdzamy, że przesunęła się na północ od równika. Jednak w historii Grecji zapisano, że wyspa, którą nazywamy dziś Lanką, całkowicie zatonęła podczas oceanicznej katastrofy nazywanej Atlantis. Grecy nie byli zwykłymi ludźmi. Byli bardzo zaawansowani w nauce i posiadali głęboką wiedzę w wielu dziedzinach. Opisali fakt, że Lanka pogrążyła się w wodach oceanu i przesunęła się i takie zjawisko akceptowali. W tamtych czasach ludzie ci byli tak zaawansowani, że podróżowali na Księżyc i opracowali kilka typów powietrznego transportu. Opanowali technikę latania.

Opracowanie Kazimierz Borkowski

Dla zainteresowanych większą porcją materiału polecam książkę “12 planeta” oraz inne książki autora  Zecharia Sitchi

Opublikowane jako: Historia , Ziemia
Tagi: , , | admin | sierpień 19, 2008 Komentarze (0)

Obcy kontaktowali się z ludźmi wiele razy, ale rząd już od 60 lat ukrywa prawdę o tym - powiedział dr Edgar Mitchell, astronauta który uczestniczył w misji Apollo 14. Jest on szóstym człowiekiem w historii, który postawił swoją stopę na Księżycu - podaje “The Daily Mail”.

Astronauta powiedział, że wie o wielu wizytach UFO na Ziemi podczas jego kariery w NASA, ale wszystkie zostały skrzętnie ukryte. 77-letni już Mitchell dodał w radiowym wywiadzie, iż źródła w agencji kosmicznej, które miały kontakt z obcymi twierdzą, że istoty te przypominają “małych ludzi” o osobliwych kształtach.

Mitchell zaznaczył, że prawdziwy obraz obcych jest zbieżny z tradycyjnym ich wizerunkiem - niewielkie rozmiary, duża głowa i oczy. Zwrócił jednocześnie uwagę na dysproporcje w rozwoju technologicznym ich i ziemskiej cywilizacji. Jak dodaje, jest przekonany, że fenomen UFO jest prawdziwy - podaje “The Daily Mail”.

- Dr Mitchell jest wielkim Amerykaninem, ale nie podzielamy jego opinii w tej sprawie - kwituje NASA słowa astronauty.

Naszą planetę odwiedzają obcy. Tak twierdzi 14 szanowanych i zdrowych psychicznie byłych pilotów, oficerów wojskowych i polityków, którzy zorganizowali konferencję prasową w Waszyngtonie.

Teorie spiskowe o UFO i o obcych odwiedzających naszą planetę nie są rzeczą nową, ale po raz pierwszy międzynarodowa grupa osób związana w przeszłości z liniami lotniczymi, armią amerykańską i polityką twierdzi, że mamy do czynienia z międzynarodowym spiskiem, którego celem jest ukrycie faktu, ze obcy regularnie odwiedzają nasza planetę. Zebrani wezwali rząd USA do podjęcia działań mających na celu wyjaśnienie obecności UFO.

28 stycznia 1994 roku podczas lotu Air France numer 3532 z Nicei do Londynu, zauważyłem z moją załogą UFO niedaleko Paryża.” - powiedział Jean-Claude Duboc, były pilot Air France.

James Penniston, emerytowany oficer US Air Force, twierdzi, że widział przelatujące UFO, kiedy lądował w pobliżu bazy wojskowej w centralnej Anglii 30 lat temu.
Kiedy zbliżaliśmy się do statku o trójkątnym kształcie, pojawiły się wirujące niebieskie i żółte światła. Powietrze naokoło nas było naładowane ładunkami elektrycznymi i czuliśmy to na naszych ubraniach, skórze i włosach.” - powiedział.

Parviz Jafari, emerytowany pilot Air Force, powiedział, że próbował zestrzelić niezidentyfikowany obiekt latający, migoczący różnokolorowymi światłami nad Teheranem w 1976 roku.

Organizatorzy konferencji żądają, aby władze USA przestały utrwalać mit mówiący o tym, że obcy nie istnieją i nie odwiedzają naszej planety.

Zamiast tego nasze władze powinny ponownie otworzyć oficjalne śledztwo, które zostało zamknięte w 1969 roku.” - dodał Fife Symington, były republikański gubernator stanu Arizona, który także widział UFO.

Widziałem…to był niezidentyfikowany obiekt latający. Nie wiem co to było, ale to widziałem.” - twiedzi kandydat demokratów na prezydenta Dennis Kucinich. Nie powinno to zdyskwalifikować Kucinicha w oczach wyborców - na początku swoich karier politycznych byli prezydenci, Ronald Regan i Jimmy Carter, także twierdzili, że widzieli UFO.

Opublikowane jako: Ziemia
Tagi: , , , , | admin | lipiec 24, 2008 Komentarze (0)

marco volcano - deep essential #03 2010-01-01 by marcovolcano
Powered by WordPress | Design by Roy Tanck