Eksperyment przeprowadzony na jednym z uniwersytetów pokazujący jak rtęć zawarta np. w plombach amalgamatowych niszczy nasze neurony. Dzieciakom jeszcze dziś aplikuje się trutki prosto w zęba, którego kanały są bezpośrednio połączone z ludzkim mózgiem. Tymczasem takie plomby nosi w zębach większość Polaków, bo koszt amalgamatów pokrywa nam Narodowy Fundusz Zdrowia w ramach zdrowotnego ubezpieczenia. Najwięcej rtęci dostaje się do naszego organizmu wraz z zanieczyszczoną żywnością i wdychanym powietrzem. Z krwią rtęć wędruje do układu nerwowego, odkłada się w mózgu, komórkach płodu i nerkach, w których kumuluje się ponad 90 proc. tego związku. M. in. uszkadza on nerki i mózg, powoduje schorzenia układu nerwowego, w tym encefalopatię oraz wiele wiele innych.
Ruszają prace nad zakazem użycia rtęci - ogłosiła ONZ. Ten toksyczny metal wciąż wykorzystywany jest w przemyśle i elektronice. Naukowcy szacują, że w wyniku działalności człowieka rocznie do gleb i wód gruntowych przedostaje się około 6 tys. ton rtęci, bez szans na jej biodegradację. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wykazały, że w organizmie co dwunastej kobiety zgromadzone jest więcej rtęci, niż dopuszczają normy” - mówił w czasie szczytu przedstawiciel USA. Z 6 tys. ton szkodliwego metalu, które każdego roku zatruwają środowisko, prawie 2 tys. pochodzi ze spalania węgla. Rtęć wykorzystuje się też do produkcji urządzeń elektronicznych, kosmetyków wybielających skórę, akcesoriów stomatologicznych i oczywiście termometrów. Niepodlegający biodegradacji metal osadza się w glebie, przenika do atmosfery i zanieczyszcza zbiorniki wodne. Najbardziej podatne na zatrucie jest mięso ryb, które może być zanieczyszczane nawet bardzo daleko od źródła skażenia. Producenci sprzętu elektronicznego starają się obecnie zastąpić rtęć innymi substancjami. Większość produkowanych dziś termometrów ma już słupek wypełniony alkoholem zamiast szkodliwą rtęcią.