Nikotyna jest narkotykiem który naturalnie występuje w liściach tytoniu. W zależności od rodzaju jest jej od 1 do 5% wagi liścia. Kiedy Kolumb obserwował metody przygotowywania tytoniu na Karaibach, zanotował że liście były suszone na powietrzu, a następnie zwijane w bale i pozostawiane na miesiące celem samodzielnego podgrzewania się. Jest to proces naturalnej fermentacji, który powoduje rozkład wielu składników w liściu. Wg tajnych dokumentów z Minnesoty, w ten sposób z liścia można pozbyć się wielu szkodliwych składników jakie później mogą przedostać się w dymie do organizmu palacza. Mało interesująca fermentacja jest poważnym procesem zmian chemicznych. Wagowo, liść traci ponad 10% swojej masy, m.in. są likwidowane szkodliwe później związki. Taka fermentacja redukuje również ilość nikotyny i zmienia jej formę, wpływając na smak późniejszego dymu. Proces naturalnej fermentacji jest długi, bo trwa miesiące, a w dodatku wymaga stałej pielęgnacji. Naturalna fermentacja jest sztuką równą dobremu malarstwu, albo ogrodnictwu. Podczas palenia fermentowanego tytoniu znika w wyniku reakcji chemicznych dalsza część składników chemicznych. Do układu krwionośnego palacza dostaje się już niewielka ilość nikotyny.
Producenci tytoniu wykryli jednak, że nikotyna naturalnie występująca w tytoniu jest w formie zasolonej, można powiedzieć “brudnej”. Jej cząstki są związane w sole. Organizm ludzki ma trudności z wchłonięciem nikotyny w takim stanie, a właśnie szybkość dostawania się do mózgu palacza ma wpływ na siłę uzależnienia. Przy dodaniu związków amoniaku do tytoniu, sole reagują z amoniakiem uwalniając alkaloid nikotyny. Jest ona wtedy w tzw. wolnej formie (uwolnionej), gotowa do szybkiego wchłonięcia do organizmu i przedostania się do mózgu, czyli bardziej uzależniająca niż jako zasolona. Dodawanie związków amoniaku jest metodą oczyszczania wszystkich alkaloidów z tej grupy, takich jak kokaina, amfetamina itp. i jest stosowana przez kartele narkotykowe. W wypadku tytoniu i nikotyny, robi się to całkiem legalnie.
Amoniak występuje naturalnie w wielu roślinach. Wydziela go również ciało ludzkie i to w ilościach o wiele większych niż jest on dodawany obecnie do różnych papierosów. Amerykańska armia próbowała w Wietnamie broni wykrywającej wroga przy pomocy analizy wydzielanego przez ciało ludzkie amoniaku. Urządzenia były jednak zbyt czułe i nie mogły rozróżnić ludzi od zwierząt. Jak zauważa jeden z dokumentów firm tytoniowych z Minnesoty, jest zasadnicza różnica pomiędzy amoniakiem z ciała ludzkiego czy też z roślin, a amoniakiem zawartym w papierosach. Ten drugi nie jest wydalany a wchłaniany do organizmu i powoduje reakcje nie występujące naturalnie w przyrodzie.
Po raz pierwszy od niemal 100 lat przez cały miesiąc na Słońcu nie zaobserwowano żadnych plam. To oznaka spadku aktywności słonecznej, który może mieć wpływ na klimat naszej planety. Wielu klimatologów uważa bowiem, że pole magnetyczne gwiazdy jest ważnym czynnikiem wpływającym na klimat. Dane na temat plam na Słońcu są zbierane od 1749 roku. Po raz ostatni miesiącem, w którym nie pojawiły się żadne plamy był czerwiec 1913 roku. Podczas szczytu aktywności naszej gwiazdy w ciągu miesiąca można zaobserwować nawet ponad 100 plam. Gdy aktywność spadnie, pojawiają się tylko pojedyncze plamy. Cykle trwają 11 lat. Obecny cykl zaczyna się wyjątkowo spokojnie. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy bieżącego roku obserwowano średnio 3 plamy miesięcznie. W sierpniu nie pojawiła się ani jedna. Ten słoneczny spokój zadziwił astronomów. Jednak, jak się okazuje, nie wszystkich. Już przed trzema laty dwójka naukowców z National Solar Observatory w Tucson usiłowała opublikować w piśmie Science artykuł, w którym stwierdzono, że w ciągu 10 lat plamy słoneczne w ogóle znikną. Wówczas zostali wyśmiani, a artykułu nie wydrukowano. Teraz William Livingston, jeden z niefortunnych autorów, mówi, że o ile w 2005 roku być może było zbyt mało danych na poparcie twierdzeń o zanikaniu plam słonecznych, obecnie jest ich znacznie więcej.
Zmniejszenie liczby plam na Słońcu miało już miejsce trzykrotnie podczas ostatniego tysiąclecia. Dochodziło wówczas do tzw. “małych epok lodowcowych”. Okresy te znane są jako minimum Sporera (1420-1570),minimum Maundera (1645-1715) i minimum Daltona (1790-1830). Obecnie trudno przewidzieć, co dla Ziemi będzie znaczyła mniejsza liczba plam na Słońcu. Niewykluczone jednak, że sama natura powstrzyma globalne ocieplenie i zamiast niego w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat rozpocznie się kolejna mała epoka lodowcowa. To z kolei może mieć negatywny wpływ na rolnictwo i wyżywienie ludzkości.
via Kopalniawiedzy.pl / Autor: Mariusz Błoński / Źródło: DailyTech
Moim skromnym zdaniem prawdopodobnie na ten moment nie będziemy musieli długo czekać. Dowody archeologiczne i oraz zapisy historyczne pokazują nam, że sam moment przyjścia wielkiej epoki zimna i lodu przychodzi nagle i z zaskoczenia. Pytanie, czy ponownie będziemy mieli do czynienia z krótkim epizodem czy prawdziwą epoką lodowcową? Poniżej trailer do filmu “Pojutrze”. Przypominam tylko, że ostatnia wielka epoka lodowcowa miała miejsce 10tyś. lat przed Chrystusem, co daje nam okres 12tyś lat. Małe precesje słoneczne czyli plamiaste cykle trwają 11-12 lat. Wszystko jednak w naszym wszechświecie składa się na większe cykle - w tym wypadku duży cykl słoneczny ma około 12tyś. lat a skutek jaki może spowodować naszej planecie może być o wiele większy niż sama epoka lodowcowa.
Bloga nie prowadzę systematycznie. Przeważnie co parę dni dodaje coś ciekawego.. Zapraszam do oceny moich zdolności muzycznych - na sam dół strony. Miłego słuchania i czytania :)